Otyła 23-latka, ważąca ponad 115 kg postanawia wreszcie zmienić swoje życie i pożegnać się z nadmiarem tłuszczu.
RSS
czwartek, 16 grudnia 2010

Czy ja już wspominałam, jak bardzo "kocham" zimę? Od momentu, kiedy spadł pierwszy śnieg, z moich ust czesciej wydobywają się niecenzuralne słowa. Komunikacja miejska, jak zwykle, zawodzi i dojazd do pracy (jakieś 12-13 km od domu) zajmuje mi czasami nawet 2 godziny w 1 stronę. Spóźniające się autobusy, długie minuty na przystanku i jeszcze to białe g***no pod stopami. No nic, tylko się cieszyć!

 

Naprawdę, zdecydowanie wolę upalne lato. Wtedy problemów jakby mniej, a dzień dłuższy. Ten brak światła też mnie do szału doprowadza. Poza tym, zima nie sprzyja aktywności fizycznej, ani odchudzaniu, toteż na razie stoję w miejscu. Od stycznia, w ramach przełamywania tego zimowego marazmu, planuję iść na aerobik. Są dwa powody: raz, że może zrzucę dzięki temu kolejnych parę kilogramów, a dwa, że 8 godzin za biurkiem i 3h w autobusie mi nie służą i kręgosłup upomina się o aktywność. W ramach przygotowań do aerobiku, staram się w domu sobie poćwiczyc te 30-40 minut dziennie, żeby rozprostować kości.

Potrzebuję ruchu, bo ciężko jest mi trzymać się w 100% diety. Trzymam się całkiem nieźle, ale zdarzają się odstępstwa. Na szczęście waga w górę nie poszła - do tego dopuścić nie mogę! Zbyt wiele wysiłku kosztowało mnie to zrzucenie 25 kilogramów. Mam nadzieję do wiosny pozbyć się kolejnych pięciu. Nie chcę już szaleć z intensywnym odchudzaniem, bo nie moment na to. Jeśli do wiosny osiągnę wagę 86-87kg, to potraktuję to jako sukces.

 

Przyglądając się prognozom pogody stwierdzam, że mam na to ponad 3 miesiące. Zdążę.

 

Byle do wiosny...

20:11, pullena
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 grudnia 2010

Oj, nie mam na nic ostatnio czasu:) Raz, że praca mnie pochłania, dwa, że dojazd do niej i powrót. Pewnie wszyscy macie podobne problemy. To jest jakaś tragedia i jednocześnie paradoks - toż przecież oficjalnie jeszcze jesień jest! Naprawdę mam dużą nadzieję, że zima skończy się tak szybko, jak się zaczęła - ale szanse na to pewnie niewielkie.

 

Co do odchudzania - waga na razie stanęła w miejscu - dzisiaj rano pokazała 91,5. To z pewnością efekt moich odstępstw od diety, z którymi ostatnio znowu zaczynam walczyć. Jestem właśnie po dwóch dniach uderzeniówki i staram się trzymać p/w, chociaż i tak mój obecny sposób odżywiania się bardziej sprzyja zaliczenia go do dukanowej trzeciej fazy. Jak się nad tym zastanowię, to dochodzę do wniosku, że może to nawet nie jest źle. Zima nie sprzyja jednak odchudzaniu - choćby dlatego, że ciężko o jakąkolwiek aktywność fizyczną.

 

W planach na początek przyszłego roku(styczeń/ luty)  mam zapisanie się na aerobik, bo doskonale pamiętam, jaką mi sprawiało mi to przyjemność parę lat temu. To naprawdę świetny sposób na rozładowanie negatywnych emocji i dodanie sobie energii. Muszę to zrobić, bo 8 godzin za biurkiem doprowadza mnie i mój kręgosłup do szału. I to chyba jest teraz najlepsza recepta na dopalenie mojego dalszego odchudzania. Oczywiście, nie zamierzam wracać do starego stylu odżywiania się, ale ciężko jest mi zachować absolutnie dietę, kiedy nie ma mnie w domu po 12 godzin. Owszem, mogę sobie przygotowywać lunchboxy z dukanowym jedzeniem, i staram się to robić. Czasu jednak nie zawsze starcza i wtedy mam do wyboru: siedzieć głodna, wiedząc że obiadokolację zjem ok 18/19, albo w jakiś sposób zapełnić brzuch. Staram się to zrobić jak najzdrowiej się da: jogurt, jabłko etc. Nie zawsze niestety wychodzi.

 

Mimo wszystko, utrzymuję wagę i to już jest coś. Kolejne uderzenie dietowe - raczej na wiosnę dopiero.

 

A tak w ogóle, może dzisiaj wreszcie poczytam, co u Was! Daawno do Was nie zaglądałam. Cieplutko Was wszystkich pozdrawiam i dziękuję za wsparcie.

11:15, pullena
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 listopada 2010

Tytułową ilość kilogramów pokazała waga w ubiegłą niedzielę. Nawet nie miałam czasu, żeby się pochwalić!

 

Od niedzieli w ogóle same sukcesy! I w odchudzaniu, i - co ważniejsze - w pracy! Po dwóch tygodniach posuchy, właściwie w ciągu 2 dni trzasnęłam niemal cały plan na ten weekend. Nic, tylko się cieszyć :)

W czwartek delegacja, we wtorek w przyszłym tygodniu - kolejna. A z nimi, więcej pieniędzy na koncie. Oby to nie były miłe złego początki ;-)

 

Co do diety - muszę się Wam przyznać, że nie trzymam jej się już tak radykalnie, jak na początku, być moze tym samym utrwalając już częściowo zrzucone kilogramy. Teraz wiem, że mogę sobie pozwolić na wolniejsze chudnięcie - tak, aby nie obciążać zbyt mocno ogranizmu. 5 miesiecy na Dukanie wykształciło we mnie zdrowe nawyki jedzeniowe, a to przecież jest najważniejsze. Jeśli teraz raz, czy 2 razy w tygodniu pozwolę sobie na coś niezdrowego, to tragedii nie będzie. Do starego stylu odżywiania się na pewno nie wrócę, bo teraz jest mi po prostu lepiej - zarówno pod względem smakowym, jak i zdrowotnym. Po co więc to zmieniać? :)

23:41, pullena
Link Komentarze (2) »
piątek, 19 listopada 2010

Praca, praca, praca... Ostatnio naprawdę na nic nie mam czasu i... jest mi z tym dobrze! Rozwijam się zawodowo, zdobywam doświadczenie i naprawdę cieszę się z tego. Trafiłam na całkiem porządną pracę, jak na pierwszą w życiu.

 

Co prawda, mam teraz mniej czasu na skupianie się na diecie, ale dbam o to, co jem i staram się zachowywać dukanowe zasady. Ważę się teraz raz w tygodniu, więc kolejny termin przypadnie zapewne na niedzielę. Mam nadzieję zobaczyć lepszy wynik.

 

A na razie - idę spać, bo jutro znowu trzeba będzie wcześnie wstać!

00:03, pullena
Link Komentarze (3) »
niedziela, 14 listopada 2010

Nawet nie wiem, kiedy ten czas mi przeleciał! Ciągle miałam coś do zrobienia - jak nie praca, to wycieczki. Ech, jeszcze jeden dzień wolnego w zupełności by mi nie zaszkodził. Ale cóż - jak mus, to mus. Jutro znowu do pracy. W sobotę znowu będzie wolne.

 

Od czwartku trochę znowu nagrzeszyłam, ale poprawię się w pracy :) Obiecuję! Miłego tygodnia Wam życzę!

22:01, pullena
Link Komentarze (1) »
czwartek, 11 listopada 2010

No i spadek :) Mniej jem - więcej piję. Nie oznacza to, że się głodzę, ale po prostu chcąc się w miarę możliwości trzymać zasad diety, noszę ze sobą do redakcji mojego własnego lunchboxa. Zabrać zbyt wiele nie mogę - zazwyczaj kończy się na jogurcie i na dwóch kajzerkach dukanowych. W poniedziałek może jakąś sałatkę uda mi się zabrać - żeby zjeść więcej.

 

Tak, czy inaczej, waga na dziś: 91,8 kg. Czyli, jak policzę, to zrzuciłam już prawie 24kg. No, to jest nieźle. Wiem, że waga nie spada mi już tak szybko, jak kiedyś, ale nie przejmuję się tym zbytnio. Ważne, że spada i że zbliżam się (szybciej lub wolniej) do mojego wymarzonego celu :)

 

W związku z tym, że mam ostatnio naprawdę mało czasu, trochę zaniedbuję blog, ale postaram się to nadrobić.

A tymczasem - długi weekend :)

11:08, pullena
Link Komentarze (2) »
sobota, 06 listopada 2010

Wreszcie drgnęło w dół;) Mam nadzieję, że dalej będzie równie dobrze.

Chociaż w sumie to ostatnio wolno mi te kilogramy spadają i momentami zaczynam się robić niecierpliwa - szczególnie, że mój facet znowu 2kg w dół:/ Ale z drugiej strony, to dobrze, że wolno leci - przynajmniej skóra nadal mi nie obwisa!

Muszę znowu zaaplikować sobie więcej ruchu, chociaż obawiam się, że przy pracy od 8 do 16 nie będzie to takie proste. Ale, jako że moje życie zmienia się ostatnio diametralnie - może uda mi się zrealizować to postanowienie. Chcę wreszcie jakąś sprawę doprowadzić porządnie do końca!

Teraz na przykład, zarabiam sobie dodatkowo na pisaniu precli - to takie teksty o niczym, wykorzystywane do pozycjonowania stron. W sumie - marketing internetowy to fajny biznes, i jeśli odpowiednio by się w to wkręcić, to można na tym zarobić dobre pieniądze. Może za jakiś czas się tym zajmę na poważnie? Czas pokaże.

 

A wracając do odchudzania, to na przykład jedzenie otrębów tak mocno weszło mi w krew, że nie wyobrażam sobie już dnia bez nich! No, chyba że akurat wyczerpią mi się zapasy, a w okolicznych sklepach nie będę ich mogła znaleźć. I chyba zaraz sobie wysmażę parę placuszków otrębowych - tak na osłodzenie dnia. Bo dzień miałam napraawdę udany:)

 

A co u Was?

23:20, pullena
Link Komentarze (4) »

Wagowy powinien być jutro, bo mam wrażenie, że wreszcie zaczyna coś spadać. Dzisiaj chwalę się tylko szybko sukcesem pracowym.

Od poniedziałku zaczynam w agencji PR. W sumie zawsze coś takiego mi się marzyło. Mam nadzieję, że marzenia będą chociaż trochę spójne z rzeczywistością. Pożyjemy - zobaczymy!

 

Tak, czy inaczej, muszę pomyśleć nad jakimś lunchboxem na poniedziałek - bo nie chcę rezygnować z diety przez pracę. Myślę, że bez problemu coś wymyślę.

 

Wreszcie jakieś pozytywne zmiany! Trzymajcie kciuki:)

00:06, pullena
Link Komentarze (1) »
czwartek, 04 listopada 2010

Waga, co prawda, dalej stoi, ale jeśli dobrze pójdzie, to od poniedziałku zacznę nową, całkiem fajną pracę dla agencji PR. Jutro ostatni etap rekrutacji - mam nadzieję, że zwieńczony sukcesem. Brr... trochę się stresuję, ale dam z siebie wszystko. Ta praca jest stworzona dla mnie! A przynajmniej tak mi się wydaje... Co będzie - zobaczymy.

Teraz tylko zrzucić resztkę obrzydliweg tłuszczu z mojego coraz fajniejszego ciała, i może uda się zacząć kupować ciuchy w mniejszych rozmiarach:) OStatnio na przykład wbiłam się w sztruksy rozmiar 44! I w ogóle, mimo że kilogramy nie spadają tak szybko i mam jakiś przestój, to proporcje ciała jakby się zmieniły. Oj mam nadzieję, że będzie coraz lepiej:)

 

A teraz chwila odpoczynku po tym cholernie pracowitym dniu:) Uff!

19:02, pullena
Link Komentarze (1) »
niedziela, 31 października 2010

Czas leci, a mnie zupełnie pochłonęło parę spraw i nawet nie miałam kiedy zajrzeć na bloga. Poza tym, mam zastój wagowy, więc nie było się czym chwalić ;) Waga stoi na 93 i nie chce spaść w dół. Pewnie dlatego, że to odpowiedni moment miesiąca do zbierania się wody w organizmie + troszeńkę za bardzo pogrzeszyłam. Ale obiecuję poprawę i powrót do dietowania 99,9% zgodnie z Dukanem.

Nie to, że zrobiłam sobie jakąś straszną przerwę w diecie. Ale grzeszków się namnożyło, to i waga nie ma zamiaru pokazywać mniejszego wyniku. Mam wrażenie, że jesień nie sprzyja odchudzaniu ;) Chociaż w sumie, to raczej wymówka. Zobaczymy za parę dni...

 

Z rzeczy pozadietowych, szukam pracy - na razie bezskutecznie. Wkurza mnie to, ale mam nadzieję już wkrótce przełamać ten cholerny impas. Nie jestem zupełnie bezczynna, bo mam wiele rzeczy do roboty, ale dorywcze zlecenia (typu pisanie jakiejś pracy/ tekstu reklamowego albo korepetycje),to nie to samo co regularna praca.

A w ogóle, to piękna pogoda się zrobiła. Właśnie mi się przypomniało, że jak 2 lata temu mniej więcej w tm samym czasie wracałam z Egiptu, to też było tak pięknie. Ech... wakacjee... brakowało mi ich w tym roku. No ale cóż. Jak zacznę zarabiać wreszcie, to za rok pojedziemy.

 

Jak widzicie - nie jest zbyt różowo. Tragedii też nie ma, ale czekam na zmiany.

20:45, pullena
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Twój Strażnik wagi Napisz do mnie